Home » Bez kategorii » 7. Poszukiwacze Czerwonego Rieslinga. Szeptucha

7. Poszukiwacze Czerwonego Rieslinga. Szeptucha

fot. Jim Roberts

fot. Jim Roberts

– Okropności – wzdrygnęła się Jeusebia Anusowa, wspominając wydarzenia sprzed kilku chwil, gdy razem z pobladłym od niestrawności Angelino i rozkojarzonym paniczem Remy Coq-Paczesnym znalazła się po drugiej stronie drzwi gabinetu wójta. Dziarska trójka minęła się w drzwiach z wezwanym naprędce zespołem pogrzebowym, który od samego progu dwoił się i troił, aby umożliwić Wawrzyńcowi Wieńcowi, kanonikowi tytularnemu na prebendzie, sprawne objęcie jeszcze zajętego fotela. Tymczasem cała trójka stała w korytarzu Domu Gminno-Parafialnego, z zamiarem udania się na umówione spotkanie z Szeptuchą Kadzicą, które według instrukcji prebendarza miało się odbyć w jej nowym gabinecie w przyziemiu. – No to chyba do przyziemia? – powiedziała w końcu Anusowa, badawczo obserwując dziwnie zachowującego się Remiego Coq-Paczesnego. Ten myszkował nerwowo w prawej kieszeni spodni, a w końcu otworzył szeroko oczy i wykrzyknął – O!

– O? – zdziwiła się Anusowa i, nieudolnie skrywając ekscytację, ujęła się pod boki, wykrzykując zaczepnie – Dokładnie wiem, co pan ma na myśli, panie Paczesny, ale ze mną, kobietą stateczną i poważaną, to wykluczone! – A ja zupełnie nie wiem, co pani ma na myśli, mówiąc, że wie, co ja mam, bo po prostu nie pamiętam!– odparł Coq-Paczesny, niespodziewanie nieruchomiejąc na chwilę. Anusowa wymownie spojrzała na znacznie wybrzuszający się rozporek panicza, po czym zbliżyła się do rozmówcy i gdy ten pochylił się nieco do przodu, ostentacyjnie trąciła go w twarz z trudem utrzymywaną w przyciasnych miseczkach obfitością. – Mam! – wykrzyknął uderzony Coq-Paczesny, wciąż energicznie manipulując w głębi prawej kieszeni spodni, po czym bohaterskim tonem dodał – mam przy sobie niezawodną busolę, która, choć nie mogę jej wydostać z kieszeni, to jednak zaprowadzi nas pod same drzwi szeptuchy!

– Akurat! – prychnęła Anusowa, umieszczając na miejscu ramiączko, któremu jeszcze przed chwilą kokieteryjnie pozwoliła ześlizgnąć się na przedramię. – Gdybyśmy mieli iść za pana, phi!, busolą, to, chyba prosto do nieba! – Upraszam o zrozumienie! – zapiał panicz, bezskutecznie usiłując wymanipulować swoją busolę z kieszeni – wszak nie mogę jej dobyć, bo utknęła do góry nogami, zatem wskazując do góry, w istocie wskazuje na dół! – Właśnie dlatego powiedziałam, abyśmy ruszyli do przyziemia – ripostowała na dobre poirytowana Anusowa. – Miał być numer sześćdziesiąt dziewięć – dorzucił Angelino, choć jego mina zdradzała, że bardzo źle radzi sobie z bohatersko skrywanym w żołądku tajemnym pakunkiem. – Właśnie taki numer wskazuje moja busola! – radosnym tonem obwieścił Coq-Paczesny, po czym cała trójka ruszyła ku piwnicznym schodom.

Guzdrający się panicz miast podjąć marsz wił się w tyle jak piskorz i za wszelką cenę starał się wydobyć swoją busolę. Anusowa i Angelino zmuszeni więc byli co kilka kroków zatrzymywac się i oczekiwać na Coq-Paczesnego. Szli tak wolno, że zanim zdążyli wejść na schody prowadzące do przyziemia, wyprzedził ich kondukt pogrzebowy z przenoszonym w dekoracyjnym nosidle wójtem. Gdy kondukt mijał Angelino, ten nerwowo schwycił za rękę Anusową i szepnął jej do ucha – Zadawało mi się, że wójt spojrzał na mnie i powiedział „synu”! – Masz rację – skinęła głową Anusowa, nerwowymi ruchami dłoni popędzając Coq-Paczesnego – zdawało ci się. – Obiecała pani, że o tym porozmawiamy – odparł Angelino, wciąż trzymając Anusową za rękę. – Jak skończysz osiemnaście lat – ucięła Anusowa, rzucając Angelino spojrzenie, które oznajmiało, że zadał ostatnie pytanie. Mimo to Angelino zdecydował się podrążyć temat – Skończyłem cztery lata temu – szepnął zadziornie. – Oficjalnie tak – odparła Anusowa – ale tylko dla potrzeb naszej agencji, zaś nieoficjalnie kończysz za trzy dni i pamiętaj o tym, bo wiesz, od kogo zależysz – dodała, zdecydowanym ruchem uwalniając swoją dłoń z uścisku Angelino i obdarowując przyspieszającego kroku Coq-Paczesnego szerokim uśmiechem. – Avanti, paniczu! – wykrzyknęła, przepuszczając panicza przodem i zaczepnie klepiąc go po pośladku.

Po krótkim marszu oświetlonym gustownymi kinkietami korytarzem cała trójka stanęła przed drzwiami oznaczonymi tabliczką z napisem: „F-ma Pro-Wizja, Szeptucha Kadzica”. Mniejszymi literami objaśniono, że szeptucha przyjmuje wyłącznie za wcześniejszym umówieniem, a karty kładzie tylko po przedpłacie. – Ponoć opłacone – wydęła usta Anusowa, z zaciekawieniem naciskając klamkę. Drzwi otworzyły się, ujawniając tonące w zagadkowym mroku pomieszczenie. Ściany wyłożono pikowanym czerwonym pluszem, a naprzeciw wejścia lśniły stalowe drzwi z napisem „Śluza, wstęp za upoważnieniem”. Jedynym rekwizytem w niewielkim pomieszczeniu był umieszczony w rogu stolik okolony kilkoma wykładanymi zieloną skórą fotelikami, na którym ustawiono podgrzewacz z wielkim żaroodpornym naczyniem z pokrywką. Wnętrze oświetlało kilka eleganckich naściennych lamp w kształcie pochodni. W kącie pod sufitem wisiał sporych rozmiarów głośnik, przez który miękki męski głos przekazał lakoniczną informację – Witamy w przedprożach gabinetu cenionej wyroczni Szeptuchy Kadzicy. W trosce o państwa komfort wejście do gabinetu odbywa się przez śluzę, której zamki zwalniane są automatycznie po skonsumowaniu całości poczęstunku oczekującego na państwa w ustawionym na stole naczyniu. Życzymy smacznego poczęstunku oraz dobrej wróżby!

– Coś takiego! Mamy tu siedzieć i jeść! – ucieszyła się Anusowa, zabierając się do otwierania ustawionego na stoliku żaroodpornego naczynia. – Fasolka po bretońsku? – zdziwiła się – Cassoulet – skonstatował Angelino, studiując tekturową etykietę, którą ustawiono przy naczyniu. – Dlaczego mamy to zjeść do końca? – zdziwił się Coq-Paczesny, który w końcu poniechał prób wydobywania nieposłusznej busoli z kieszeni. – Jedz pan, jak jest – zachęciła Coq-Paczesnego, w chwilach przerwy między jednym a drugim kęsem dodając – Z wskazówką skierowaną w dół o wiele lepiej panu do twarzy.

Po półgodzinie poruszania żuchwą spoczywający w fotelu panicz Remy Coq-Paczesny wyglądał na mocno znużonego – Uf, no ile można jeść! – wymamrotał, z niepokojem przyglądając się znacznie powiększonemu brzuchowi – Nadyma mnie to! – dodał, pozwalając sobie na serię dyskretnych beknięć. W końcu pozwolił sobie na puszczenie cichego bąka, czym skrupił na sobie szczery gniew siedzącej obok Anusowej, która jadła niewzruszona. Zawiesiła widelec pomiędzy talerzem a ustami i karcącym wzrokiem spojrzała na panicza. Ten usprawiedliwił się niemrawym uśmiechem i wskazał na siedzącego obok Angelino – Nie zjemy tego, jeśli on się nie przyłączy – oświadczył Coq-Paczesny zmęczonym głosem, przenosząc uwagę Anusowej na Angelino. – Nie piejdoj i jej –mruknęła do młodzieńca z pełnymi fasoli ustami, uwalniając przy okazji jedną trzecią ich zawartości. Ponieważ talerz trzymała przezornie pod brodą, niesforna treść została błyskawicznie przechwycona i po krótkim wymieszaniu mogła ponownie powędrować do ust Anusowej. Półomdlały Angelino zjadł w końcu jedną porcję, a gdy skończył, głośno pojękujący z nabrzmiałości Coq-Paczesny oraz pojękująca dyskretniej Anusowa, odebrali wreszcie z głośnika długo oczekiwane „Zapraszamy do gabinetu!”.

Śluza była bardzo mała, wyłożona powłoką ze stali nierdzewnej, wyposażona w spore kratki wentylacyjne oraz drugie drzwi po przeciwległej do wejścia stronie, które miały prowadzić do gabinetu Szeptuchy Kadzicy. – No wie pan co! – obruszyła się Anusowa, gdy ponownie owionął ją swoisty brzydki zapach, który, jak słusznie podejrzewała, pochodził od Coq-Paczesnego. – Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać – odparł panicz, choć jego przeprosiny przerwał odgłos znacznie donośniejszy i bardziej skoncentrowany. – O, teraz to ja – bąknęła Anusowa, lekko czerwieniąc się pod grubą warstwą pudru. Zwiastowany sugestywnym zestaw odgłosów fetor błyskawicznie stał się tak dokuczliwy, ze cała trójka zaczęła kasłać.

Otwierające się drzwi wejściowe śluzy wszyscy przyjęli więc z radością, ale tylko na bardzo krótką chwilę, bo zamiast świeżego powietrza do wnętrza dostał się jeszcze bardziej nieznośny odór i zmusił wszystkich do przyklęku na podłodze. Dopiero po dłuższej asymilacji olofaktorycznej, niepewnym krokiem ze śluzy wyszła najpierw Anusowa, potem Coq-Paczesny a na końcu Angelino. Ich oczom ukazało się mocno zadymione wnętrze, wykładane czerwonym pluszem, którego centralnym elementem była udekorowana czerwonymi kotarami scena. Rozświetlona świecami, stała na niej konstrukcja przypominająca ozdobiony złotymi falbanami katafalk, na którym spoczywała znacznych gabarytów postać odziana jedynie w gruby czerwony biustonosz i równie grube pluszowe majtki. – Kadzica! – wyszeptała Anusowa, przysłaniając z przejęcia usta dłonią. Słynna szeptucha przewróciła się na bok, prezentując przybyłym burzę uporządkowanych trwałą ondulacją farbowanych na lilę-róż loków oraz ogromną pupę osłoniętą pluszową bielizną z mało dyskretną kratką rewizyjną pośrodku. Szeptucha pozostała w tej pozycji ledwie przez kilkanaście sekund, ale zanim powróciła do tej poprzedniej, pozwoliła sobie na nieco wygenerowanie w kierunku gości powitalnego powiewu, który w zwykłych okolicznościach można by uznać za huragan, ale we wnętrzu z tak ciężką od kondensacji atmosferą, był to ledwie nic nieznaczący akcent. Jego reperkusje jednak uderzyły w przybyłych i to w sposób zupełnie nieoczekiwany. Niezależnie od woli każdy z gości podjął indywidualne uwertury, które wkrótce przerodziły się w symfonie przerażających wystrzałów i feerię nieznośnych oparów, dzięki którym już po chwili w i tak ciemnym wnętrzu stało się jeszcze ciemniej, a kontakt wzrokowy z wyrocznią stał się znacznie utrudniony.

– Dziękuję za skondensowanie atmosfery – ozwała się w końcu. – więc teraz mogę przystąpić do generacji wizji – dodała. Jej ogromne i mocno tłuste lico wydało się Anusowej tak przerażające, że język na chwilę stanął jej kołkiem. Zdumiała ją wyjątkowo otłuszczona postura szeptuchy oraz jej wielka głowa z mocno wyszminkowanymi ustami, których rozmiary przywodziły na myśl najdroższe nastrzyki kwasem hialuronowym. Nos ginął, wciśnięty pomiędzy obfite policzki, oczy zdawały się wyzierać z grubo wyściełanych tuneli, a całości dopełniała sztywna trwała ondulacja lila-róż i zwisające z trzęsących się uszu dwa ogromne złote kolczyki w formie piramid. – Więc słucham, bo nie słyszę? – rzekła chrapliwym głosem szeptucha, głośno odetchnąwszy po kolejnej emisji gazów.

Zanim ktokolwiek zdążył zadać pytanie, zza podwiązanych kotar wyłonił się ogromnej brzydoty kulejący karzeł, w jednej dłoni niosąc wielką wazę, a w drugiej stos bulionówek z zatkniętymi na szczycie brzęczącymi łyżkami. Najpierw podszedł do Szeptuchy Kadzicy, której podał wypełnioną treścią bulionówkę, po czym podążył ku trójce gości. Każdemu podał porcję potrawy, którą jeszcze przed chwilą wszyscy zjadali w poczekalni. Życząc smacznego, obwieścił – Aby uzyskać prawdę, jeść miarowo, nie przestając – po czym skłonił się i oddalił się dwa kroki od gości, gotów pospieszyć z dokładką.

Anusowa poniosła do ust kilka łyżek fasoli ale, zniesmaczona kolejnymi wyjątkowo agresywnymi reakcjami Coq-Paczesnego, odstawiła bulionówkę, kwitując kontekst głośnym beknięciem. Do gry włączył się też Angelino, dodając do palety odorów te własne o wyjątkowo przedziwnej etiologii. W tej sytuacji Anusowa postanowiła się już nie ograniczać i, podjąwszy iście artyleryjski ostrzał z broni dużego kalibru, zadała w końcu pytanie – Chcielibyśmy się dowiedzieć, skąd ojciec dyrektor brał tajemnicze lekarstwo na dręczącą kleryków chorobę – rzekła, starając się wynieść ponad ciążący ku posadzce fetor. – To wielka zagadka! – odparła szeptucha, sięgając po lampkę czerwonego wina i znacząco wydymając usta – Wielka zagadka czerwonego rieslinga i to on zaprowadzi was do źródła! – powtórzyła, popijając nieco wina i pozwalając sobie na głośny jelitowy kaszel.

Anusowa zmrużyła oczy, zastanawiając się, czy to nie podstęp. Odpowiedź nie może przeciez być taka łatwa. Ale z drugiej strony może wcale taka łatwa nie jest, bo choć Anusowa nie uważała się za znawczynie win, to o czerwonych rieslingach chyba dotąd nie słyszała. Usiadła na ustawionej pod ścianą sofie, gdzie odpoczywał już Coq-Paczesny i Angelino, zmrużyła oczy jeszcze bardziej i choć nie zamknęła ich do końca, nagle zdała sobie sprawą, że zasypia. Oczy stawały się tak ciężkie, że nie była już w stanie ustalić, czy zbliżający się ku niej karzeł podaje jej to samo wino, które przed chwilą piła Szeptucha Kadzica. Starała się o to zapytać, a karzeł chyba nawet odpowiedział – Czerwony riesling, tak, tak, czerwony czerwienią miesięcznej krwi Szeptuchy w zastępstwie oryginału, bo jego źródło znał tylko ojciec dyrektor, tylko on… – melodyjnie wyjaśniał karzeł i, zakręciwszy się na pięcie, zebrał się do odejścia, gdy Anusowa ostatkiem świadomości rzuciła ku niemu – Dlaczego chodzisz na kolanach? … Dlaczego masz maskę? … To pani? Posłanka Knur-Chlewik? … Przecież panią aresztowali! … – Kompromis to cnota rasowego polityka – zagadkowo odparł karzeł i wraz z całym otoczeniem zniknął z pola widzenia Anusowej. Pogrążając się we śnie, osunęła się na już chrapiących Coq-Paczesnego i Angelino, ostatnim wysiłkiem świadomości rejestrując, że wytrąca z ich bezwładnych dłoni kieliszki, których krwista zwartość wolno rozlewa się po podłodze.

Jak bohaterowie odnajdą cel podróży?

  • dzięki różdżce epileptycznego radiestety (36% głosów)
  • dzięki tajemniczej busoli Coq-Paczesnego (45% głosów)
  • dzięki wizji gastrycznej Angelino (18% głosów)


Loading ... Loading ...

Cassoulet

Składniki
250 g boczku
300g kiełbasy
600g suchej drobnej fasolki namoczonej przez noc
1 gałązka selera naciowego
1 cebula
1 marchewka
ząbki z połowy główki czosnku
2 łyżki koncentratu pomidorowego
2 łyżki oliwy
sól i pieprz do smaku
4 kacze udka
2 łyżki tartej bułki

Przygotowanie

Pokroić boczek w kostkę a kiełbasę w plastry, dodać do osączonej z wody namoczonej fasoli, zalać świeżą wodą, blanszować przez kwadrans, a następnie całość przecedzić przez sito.
Na rozgrzaną patelnię wlać oliwę i posiekany seler, cebulę, marchew oraz obrane z łupin ząbki czosnku. Dodać zawartość sita – fasolę z boczkiem i kiełbasą i zalać wodą na dwa palce nad poziom składników i gotować pod przykryciem na małym ogniu. Po około godzinie, gdy fasola zmięknie, dodać koncentrat pomidorowy, doprawić solą i pieprzem i przełożyć całość do naczynia do zapiekania. Wstawić do nagrzanego do 120ºC piekarnika na dwie godziny, co pół godziny mieszając. Po dwóch godzinach dodać kacze udka, zanurzając je w sosie, posypać całość tartą bułką i zapiekać przez kolejne dwie godziny. Przed podaniem oprószyć posiekaną natką pietruszki.